Jadłospis – wyrocznia czy inspirujący wzór?

Czy słyszeliście o tym, że skutkiem wizyty u dietetyka jest JADŁOSPIS, który przewraca życie do góry nogami, zabiera nam mnóstwo czasu na zakupy, ważenie i gotowanie?
I tak dopóki nie osiągniemy wymarzonego efektu…?
Mija trzeci tydzień odkąd jestem „na diecie”. W tym czasie przyszło mi do głowy kilka pomysłów, w jaki sposób odczarować zwrot w cudzysłowie,
który wzbudza niechęć do skorzystania z usług dietetyka.

Istnieje kilka sposobów, które sprawią, że jadłospis nie przejmie kontroli nad naszym życiem 🙂

  1. Poznaj siebie
    Na co dzień wiele czynności wykonujemy automatycznie. Bywa, że zjemy coś nieświadomie. Nie zawsze zastanawiamy się nad ilością.
    Często przed wizytą dietetyk prosi o sporządzenie dzienniczka odżywiania np. z 2 dni.
    Wbrew pozorom nie jest to forma sprawdzenia, jakie grzeszki dietetyczne popełniamy. Mamy tendencje do pomijania ich w naszych dzienniczkach (przecież to tylko kilka cukierków… ;)).
    Dzienniczek to bardzo dobra okazja, żeby przyjrzeć się temu co najczęściej jadam, a więc i co najbardziej lubię, co najłatwiej jest mi przygotować, co jest dla mnie najbardziej dostępne i korzystne cenowo. Ważne jest, aby odnotować, po których produktach występują dolegliwości trawienne i reakcje alergiczne*.
    Naprawdę warto się do tego przyłożyć. Nawet jeśli dietetyk o to nie poprosi, dzienniczek albo lista produktów lubianych/nie lubianych to dla nas samych informacja,
    którą można wykorzystać podczas wywiadu żywieniowego na pierwszej wizycie.
    *diagnoza w kierunku alergii pokarmowych jest bardzo, bardzo ważna, ale nie napiszę o tym w tym poście
  2. Zachowaj elastyczność
    Jadłospis to nie wyrocznia.  Jadłospis to wzór, który ma nam pomóc w nabyciu nowych nawyków żywieniowych.
    Ani Ty, ani dietetyk nie wie, na co będziemy mieć ochotę w następny czwartek, w jakich znajdziemy się okolicznościach, w jakim będziemy nastroju.
    Czasami organizm sam nam podpowiada, czego mu brakuje 🙂
    „Mam w jadłospisie marchewkę, a akurat dzisiaj mam ochotę na paprykę” „Mam kaszę gryczaną, a nie mam kaszy jaglanej. Co teraz?”
    „Mam w jadłospisie jabłka, a jest sezon na truskawki” – i jak wytrzymać w okresie, w którym te owoce są po prostu WSZĘDZIE – na każdym rogu, w każdym sklepie,
    w każdej gazecie, na każdym blogu kulinarnym, na fejsie, na instagramie…?
    Przykładowe rozwiązania:
    1) Poprosić dietetyka, aby dołączył do jadłospisu spis zamienników z uwzględnieniem gramatury.
    2) Zapytać dietetyka, czy z pomocą aplikacji komórkowych(np. Fitatu) i/lub stron internetowych (www.ilewazy.pl) możemy dokonywać zmian niektórych produktów?
    To ważne, aby dietetyk wyraził na to zgodę, ponieważ przejmuje on w pewnym stopniu odpowiedzialność za Wasze zdrowie i efekty, a przede wszystkim wie,
    w jaki sposób dokonywać tych zmian i które z nich są korzystne. Wybór produktów nie jest przypadkowy – matka natura obdarowuje nas wieloma skarbami,
    ale każdy z nich jest inny, ma w sobie mniej lub więcej witamin, pierwiastków.
    3) Zapytać dietetyka, czy istnieje możliwość żonglowania składnikami.
    *mogą być różne powody, dla których nie będzie takiej możliwości, np. alergie pokarmowe, interakcje z lekami, wpływ na bilans składników odżywczych, albo szkodliwy wpływ na nasze zdrowie (chipsy są ok, JEŚLI zrobimy je sami :))
    dlatego należy informować opiekuna żywieniowego o zmianach, które dokonujemy 😉
  3. Zlokalizuj przeszkody
    To, jak często odbywają się wizyty kontrolne, jest oczywiście kwestią indywidualną dietetyka oraz może zależeć od etapu dietoterapii,
    na którym znajduje się klient. W przypadku 7-dniowych jadłospisów po kilku wizytach może nastąpić odświeżenie przepisów :).
    To okazja ku temu, aby zmienić to, co nas „uwiera”.
    Załóżmy, że od pierwszego spotkania minęło kilkanaście dni, więc już wiadomo, co nam przeszkadza, co nam nie smakuje, co nam szkodzi,
    a czego nam najbardziej brakuje.
    Może jest coś, o czym wcześniej zapomnieliśmy powiedzieć?
    Może pewne produkty są trudno dostępne?
    Może wychodziliśmy z założenia, że zmieniamy całe swoje życie i od pierwszej wizyty jemy regularnie 5 posiłków dziennie i wszystkie najzdrowsze produkty świata,
    a do tej pory jedliśmy tylko 2-3 posiłki… i mamy 10 ulubionych produktów? 🙂
    Pamiętajmy o tych dokuczliwościach :), notujmy i zgłaszajmy, że to co zaplanowaliśmy wcześniej jednak nie pasuje do nas i do naszego stylu życia.
  4. Eksperymentuj i baw się przepisami!
    Przepisy uwzględnione w jadłospisach stanowią propozycję połączenia danych składników. Możemy pobudzić wyobraźnię, albo zainspirować się czyimś przepisem
    i piec/gotować/blanszować/dusić/grillować/kroić/siekać/miksować/zostawiać w całości.
    Dla przykładu te same składniki w innym wykonaniu:
    Bez tytułuBez tytułud
    kefir + płatki owsiane + pomarańcza + brzoskwinia + miód wersja I-sza: płatki zalane na noc kefirem z dodatkiem miodu,
    a rano dodane owoce
    wersja II-ga: orzeźwiające smoothie na miejscu albo na wynos 🙂
    Taka zabawa może sprawić, że nasz jadłospis będzie bardziej urozmaicony i nie znudzi się tak szybko.

 

 

 

5. Stawiaj małe kroki

Czynność jedzenia towarzyszy nam od początku życia. Do momentu podjęcia decyzji o zmianie nawyków żywieniowych jemy w określony sposób. Pory jedzenia, produkty spożywcze, sposób przygotowywania posiłków stanowią nasze przyzwyczajenia (więcej na ten temat pisałam w artykule o stylach jedzenia – TUTAJ i TUTAJ).
Tak samo, jak ucząc się jeździć na rowerze zdzieramy łokcie i kolana, tak samo ucząc się nowych nawyków żywieniowych możemy czuć irytację i popełniać błędy –
– to naturalne.
Skoro wypracowaliśmy sobie pewną strategię, która pozwala nam na co dzień sprawnie funkcjonować, to każda nowość, każda zmiana może powodować uczucie dyskomfortu, a nawet budzić strach („nigdy tak nie robiłam/em, to się nie uda”).

Zaakceptujmy chwile słabości i potknięcia.
Dajmy sobie czas na to, aby nastąpiła zmiana.
Dajmy sobie czas na to, aby tę zmianę polubić i pozostać z nią na zawsze 🙂

Powyższe sposoby mogą pomóc NAM. Jesteśmy jednak istotami społecznymi, więc zmiany przez nas wprowadzane mogą być niewygodne także dla naszych bliskich.
Jak nie stać się terrorystą na diecie? Jak odmawiać i czuć się z tym dobrze?  Jak tłumaczyć, że zmiany które wprowadzam są dla mnie ważne?
Napiszę o tym. Zapraszam w odwiedziny 🙂

Udostępnij post
Brak komentarzy

Zostaw komentarz